Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie, gdy słyszysz słowo „żeglarstwo”? Opcja pierwsza, widzisz stare, ledwo utrzymujące się na wodzie krypy, których żagle są podarte, a stary pan bosman z fajką siedzi w tawernie i żłopie piwo. Opcja druga, wyobrażasz sobie nadmorski port, pełen wielkich, lśniących jachtów, na których jedna śrubka warta jest więcej niż Twój samochód, a ich właściciele sączą zimne martini na pokładzie.

Najogólniej, rozróżniamy przede wszystkim żeglarstwo regatowe i turystyczne. Skupimy się dzisiaj na tym drugim, które również ma wiele twarzy.

Jedną z form żeglarstwa turystycznego, które poznałam w Szkole Żeglarstwa PuntoVita, jest właśnie ekspedycja żeglarska.

Najważniejsze: kierunek

Główną cechą ekspedycji jest odkrywanie nieznanych miejsc. Pisząc ten tekst, mam na myśli nasze Mazury. W 2018 roku brałam udział w dwóch rejsach, obydwa były nastawione na dość daleką trasę. Podczas zeszłorocznej majówki odwiedziliśmy Jezioro Nidzkie, startując z portu AZS Wilkasy. W jedną stroną to 75km po wodzie! Może nie wydaje się to dużo, ale weźmy pod uwagę, że jacht nie porusza się tak szybko, jak samochód 🙂 Niestety, nie dotarliśmy na sam kraniec jeziora, ponieważ zrobiło się bardzo płytko.

zdjęcie przedstawia plażę na końcu jeziora Pisz o zachodzie słońca

W sierpniu 2018 roku natomiast odwiedziliśmy Pisz, również startując z Wilkas. Ta wyprawa zasługuje na osobny artykuł, ponieważ obfitowała w wiele przygód wartych opowiedzenia 😀

Podsumowując, żeglarska ekspedycja to odkrywanie nieznanych nam miejsc. Przede wszystkim dzikich plaż. Żeglowanie do miejsc, w które inni boją się zapuszczać.

Dobra załoga to podstawa

Wszystkie te szalone rzeczy, na jakie decydujemy się podczas ekspedycji (np. pływanie nocą) nie byłoby możliwe, gdyby nie dobra, zaufana załoga. Kiedy znasz możliwości ludzi, wtedy wiesz, na ile można sobie pozwolić. Gdzie jest granica i na ile można ją naciągnąć. Ponadto, żeglarska ekspedycja to przede wszystkim noce spędzone poza przytulnym portem. Czy jesteście gotowi na brak toalety, brak możliwości kąpieli i jacht cały w błocie? W takich momentach łatwo poznać człowieka na nowo, od tych słabych stron.

Czasem, gdy brzeg jest krótki, a łódek kilka, jesteśmy zmuszeni cumować jacht do jachtu. Ci, którzy stoją przy brzegu, nie dość, że wygrają konkurs na najbrudniejszy pokład, to jeszcze muszą znieść tabun ludków przechodzących przez ich łódkę, by dostać się na własną. To dodatkowy dyskomfort (i dla mnie chyba najgorszy). Z drugiej strony, nie lubię stawać jako ostatnia, bo przechodzenie między relingami to proszenie się o wybicie zębów.

Doświadczona kadra

Na zeszłorocznych ekspedycjach byłam zwykłym załogantem, dlatego tu opowiem coś z perspektywy właśnie takiego zwykłego uczestnika 🙂

Gdyby nie to, że kadra, a zwłaszcza kierownik obozu jest osobą niezwykle doświadczoną, a do tego odważną i – co tu dużo ukrywać Krzysiu 😉 – pozytywnie szaloną, żeglarskie ekspedycje z pewnością nie byłyby tak udane. Wiadomo, o wszystkim trzeba się przekonać na własnej skórze. Osobiście ufam tym ludziom całkowicie i wiem, że każdy rejs z nimi będzie bezpieczny. A jednocześnie pełen nieoczekiwanych przygód i sytuacji.

Dlatego, chcąc wybrać się w rejs inny niż szkoleniowy, wybieraj rozsądnie. Jeśli chcesz popłynąć z nieznanymi ci ludźmi, porozmawiaj z nimi, poznaj, dowiedz się, jakie jest ich żeglarskie doświadczenie oraz czego się spodziewają na wodzie i jakie są ich plany.

Na zakończenie

Kilka smaczków ode mnie 🙂 Żeglarska ekspedycja – z czym to się je? Z piaskiem, który został na talerzu po myciu w jeziorze. Z zapachem wilgotnego ręcznika, który nie zdążył wyschnąć przez noc. Z czerstwym chlebem, bo źle obliczyliście sklepy i dojadacie resztki.

zdjęcie przedstawia zamyśloną osobę na dziobie jachtu, wpatruje się w zachodzące słońce

Ale ekspedycję je się też z miętą znalezioną przy brzegu. Z promieniami zachodzącego słońca, które grzeją Twoje owiane policzki na dzikiej plaży. Ekspedycja to cumowanie do miejsc, w których nikt inny nie był. A to wszystko w pełnym szacunku do przyrody, dlatego nie zapomnijcie o saperce i workach na śmieci 😉 zostawiaj dzikie plaże w takim stanie, w jakim je zastałeś!

Po więcej artykułów i innych ciekawostek jak zawsze zapraszam na stronę Sail or Sink, fanpage na Facebooku oraz Instagrama 🙂